Wesprzyj
IMG 1701 Copy

Nie było spacerku, nie było kolejnego pogromu i przez długi czas nie było nawet wiadomo, w którą stronę pójdzie ten mecz. Abramczyk Polonia Bydgoszcz musiała w Łodzi naprawdę się napracować. H. Skrzydlewska Orzeł postawił liderowi Metalkas 2. Ekstraligi trudne warunki, a po dziewięciu wyścigach to gospodarze byli bliżej niespodzianki.

Thank you for reading this post, don't forget to subscribe!

Polonia miała problemy, ale kiedy spotkanie weszło w decydującą fazę, bydgoszczanie pokazali doświadczenie. Odwrócili wynik i wygrali 50:40. To trzynaste zwycięstwo Polonii w tym sezonie. I co najważniejsze – nadal nie ma na jej koncie ani jednej porażki.

Orzeł od początku nie zamierzał się położyć

Przed meczem trudno było nie zauważyć, że Polonia przyjechała do Łodzi osłabiona. W składzie zabrakło Wiktora Przyjemskiego i Kaia Huckenbecka. Dla Orła była to świetna okazja, żeby sprawić niespodziankę i jako pierwszy zespół w tym sezonie pokonać lidera.

Gospodarze od początku pokazali, że zamierzają z tej szansy skorzystać.

Już w pierwszym wyścigu Marcin Nowak mocno potraktował Szymona Woźniaka. Później Oliver Berntzon dwukrotnie bardzo odważnie walczył z Kacprem Andrzejewskim. Junior Polonii miał tego dnia sporo pracy, a momentami wyglądało to tak, jakby poza walką o punkty musiał jeszcze uważać, żeby nie wylądować poza torem.

Do tego doszła rzecz, której w tym sezonie w wykonaniu Polonii jeszcze nie oglądaliśmy – bydgoszczanie przegrali bieg juniorski. Krzysztof Lewandowski pokonał Maksymiliana Pawełczaka i szybko stało się jasne, że Orzeł nie zamierza respektować ani pozycji lidera, ani dotychczasowych statystyk.

Mimo wszystko po pierwszej serii Polonia prowadziła 13:11.

Na razie bez powodów do paniki. Ale za chwilę miało się zrobić naprawdę ciekawie.

Gospodarze poczuli, że mogą to wygrać

Drugą serię Polonia rozpoczęła od zwycięstwa 4:2 Aleksandra Łoktajewa i Toma Brennana. Mogło się wydawać, że bydgoszczanie powoli łapią właściwy rytm.

Orzeł miał jednak zupełnie inny plan.

Gospodarze odpowiedzieli dwoma podwójnymi zwycięstwami. Krzysztof Lewandowski skutecznie zaatakował Woźniaka, a później na wymagającym, momentami mocno nierównym torze dobrze radzili sobie zawodnicy Orła.

W jednej chwili zrobiło się 23:19 dla gospodarzy.

I trzeba przyznać, że łodzianie naprawdę mogli uwierzyć w sensację. Nie oddawali Polonii łatwych punktów, a tor z koleinami i dziurami sprawiał bydgoszczanom sporo problemów.

Dobrze było to widać w ósmym wyścigu. Tom Brennan najpierw stracił pozycję na szerokiej, a później przy krawężniku wyprzedził go Berntzon.

Polonia pierwszy raz w tym sezonie znalazła się w sytuacji, w której naprawdę musiała gonić wynik.

Wtedy doświadczenie zaczęło robić różnicę

W takich momentach łatwo zacząć się spieszyć i popełniać kolejne błędy. Polonia tego nie zrobiła.

Bydgoszczanie zaczęli szukać przede wszystkim dobrych startów i konsekwentnie odrabiali straty.

Bardzo ważny był Szymon Woźniak. Po kiepskim początku wygrał dziewiąty wyścig, a potem dorzucił kolejne zwycięstwo w jedenastym. Coraz lepiej wyglądał również Krzysztof Buczkowski, a do walki wrócił Maksymilian Pawełczak.

W dziesiątym wyścigu Buczkowski i Pawełczak przywieźli podwójne zwycięstwo. Polonia wygrała 5:1 i ponownie objęła prowadzenie – 31:29.

Od tego momentu zaczęło być widać, że bydgoszczanie mają więcej argumentów.

Pawełczak i Andrzejewski udźwignęli presję

Jednym z najważniejszych momentów spotkania był dwunasty wyścig.

Na tor wyjechali Maksymilian Pawełczak i Kacper Andrzejewski, a po stronie gospodarzy pojawili się Zach Cook i Krzysztof Lewandowski. Stawka była duża, bo Polonia potrzebowała kolejnego mocnego ciosu, żeby nie pozwolić Orłowi wrócić do meczu.

I właśnie wtedy bydgoscy juniorzy zrobili swoje.

Pawełczak wygrał, Andrzejewski przyjechał drugi i Polonia zgarnęła kolejne 5:1. Zrobiło się 39:33.

To był moment, w którym przewaga bydgoszczan zaczęła wyglądać znacznie bezpieczniej.

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że obaj juniorzy zaliczyli tego dnia po pięć startów. Nie dostali więc zadania „na doczepkę”. W kluczowych momentach musieli wziąć na siebie sporą odpowiedzialność – i poradzili sobie bardzo dobrze.

Pawełczak zakończył spotkanie z dorobkiem 10+1 punktów, a Andrzejewski dołożył 4+1.

Berntzon robił, co mógł

Jeżeli po stronie gospodarzy trzeba wskazać jednego zawodnika, który najbardziej napsuł Polonii krwi, bez wątpienia był nim Oliver Berntzon.

Szwed zdobył 13+1 punktów i długo trzymał Orła w grze. Walczył, wyprzedzał rywali i wykorzystywał każdy błąd bydgoszczan.

Tyle że żużel to jednak sport zespołowy.

Sam Berntzon nie był w stanie wygrać tego meczu.

Marcin Nowak zdobył 7 punktów, Villads Nagel 6+1, a Zach Cook 4+1. To było za mało, żeby odpowiedzieć na coraz lepszą jazdę Polonii.

Czterech bydgoszczan z dwucyfrówką

Wynik mówi zresztą sporo o tym, gdzie tkwiła największa siła Polonii.

Szymon Woźniak – 10 punktów.

Aleksandr Łoktajew – 10.

Krzysztof Buczkowski – 10.

Maksymilian Pawełczak – 10+1.

Czterech zawodników z dwucyfrowym dorobkiem. I właśnie to jest jedna z największych przewag bydgoskiego zespołu.

Nie musi być jednego bohatera, który sam ciągnie wynik.

Kiedy jeden ma gorszy moment, odpowiedzialność przejmuje ktoś inny.

Woźniak rozpoczął od zera, ale później wygrał trzy kolejne swoje wyścigi. Łoktajew po słabszym trzynastym biegu odpowiedział zwycięstwem w piętnastym. Buczkowski przez większość spotkania jechał bardzo solidnie, a Pawełczak po zerze w siódmym wyścigu w kolejnych trzech startach zdobył siedem punktów.

To nie był najlepszy mecz Polonii. Ale był bardzo dobry pod jednym względem – bydgoszczanie potrafili wyciągnąć z niego zwycięstwo mimo problemów.

50:40. Polonia nadal niepokonana

Po czternastym wyścigu było już jasne, że niespodzianki nie będzie. Polonia zapewniła sobie zwycięstwo, a piętnasty bieg był już tylko formalnością.

Łoktajew wygrał, Buczkowski przyjechał trzeci i bydgoszczanie mogli dopisać do tabeli kolejne dwa punkty.

50:40.

Orzeł może czuć niedosyt, bo przez sporą część spotkania naprawdę miał Polonię na wyciągnięcie ręki. Gospodarze prowadzili 23:19 i jeszcze po dziewiątym wyścigu mogli realnie myśleć o sprawieniu dużej niespodzianki.

Polonia po raz kolejny pokazała jednak, że nawet kiedy nie wszystko układa się po jej myśli, potrafi znaleźć sposób na zwycięstwo.

I to jest chyba dla rywali najbardziej niepokojące.

Nie każdy mecz będzie wyglądał jak wcześniejsze starcie z Orłem, zakończone wynikiem 62:28. Nie zawsze wszyscy zawodnicy od pierwszego biegu będą idealnie trafiać z ustawieniami. Nie każdy tor będzie odpowiadał bydgoszczanom.

Ale jeżeli nawet w trudnym spotkaniu, na wymagającym torze i bez kilku ważnych zawodników Polonia potrafi odwrócić wynik i wygrać różnicą dziesięciu punktów, to trudno nie zauważyć, jak dużą siłę ma ten zespół.

Łódź miała swój moment. Miała prowadzenie, dobrze jadącego Berntzona i realną nadzieję na sensację.

Polonia miała jednak więcej doświadczenia, więcej zawodników zdolnych wziąć na siebie odpowiedzialność i – co najważniejsze – spokój w decydującej fazie meczu.

Orzeł Łódź 40 – Abramczyk Polonia Bydgoszcz 50. Trzynaste zwycięstwo lidera. I nadal zero po stronie porażek.

Nie był to spacerek.

Ale właśnie takie zwycięstwa często smakują najlepiej.

Orzeł: Marcin Nowak 7 (2,3,0,2,0), Vilads Nagel 6+1 (2,2,2,0,0), Zach Cook 4+1 (1,2,0,1), Szymon Szlauderbach 2+1 (0,-,1,1), Oliver Berntzon 13+1 (2,3,1,3,2,2), Kacper Halkiewicz 3 (1,0,2), Krzysztof Lewandowski 5+1 (3,0,2,0)

Abramczyk Polonia: Szymon Woźniak 10 (0,1,3,3,3), Adam Putkowski n/s, Tom Brennan 6+1 (3,1,0,1,1), Aleksander Łoktajew 10 (1,3,3,0,3), Krzysztof Buczkowski 10 (3,1,3,2,1), Maksymilian Pawełczak 10+1 (2,3,0,2,3), Kacper Andrzejewski 4+1 (0,1,0,1,2)

Tekst i fot.: Stanisław Gazda


Odkryj więcej z Obiektywnabydgoszcz.pl

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Adres mailowy: obiektywnabydgoszcz@gmail.com