Wesprzyj
MG 0969 Copy

Polonia pokazała charakter. Orzeł miał ją na widelcu, ale wypuścił zwycięstwo z rąk

Thank you for reading this post, don't forget to subscribe!

45:45 w Łodzi to wynik, który dla Abramczyk Polonii Bydgoszcz smakuje jak zwycięstwo. Dla H.Skrzydlewskiej Orła Łódź – jak stracona szansa. Gospodarze mieli wszystko, by w pierwszym półfinale Metalkas 2. Ekstraligi zadać faworytowi poważny cios. Prowadzili 40:32, jechali na własnym torze, a Polonia straciła Krzysztofa Buczkowskiego. Mimo to bydgoszczanie w dwóch ostatnich biegach odwrócili losy spotkania.

Orzeł był o krok od sensacji

Jeżeli przed meczem ktoś w Łodzi brał w ciemno remis, po zakończeniu spotkania może czuć niedosyt. I to ogromny.

Orzeł miał bowiem w rękach wynik, którego potrzebował. Po 12. biegu gospodarze prowadzili 40:32. Polonia była w ogromnych tarapatach. Bez Wiktora Przyjemskiego, a od siódmego biegu także bez Buczkowskiego, musiała szukać punktów tam, gdzie normalnie oczekiwano przede wszystkim od swoich liderów.

Łodzianie doskonale to wykorzystali. Szymon Szlauderbach jechał koncertowo – cztery zwycięstwa w pierwszych czterech startach. Zach Cook był skuteczny, a Marcin Nowak i Villads Nagel dokładali ważne punkty.

Przez większą część spotkania Orzeł wyglądał jak zespół, który naprawdę może zatrzymać bydgoską maszynę.

Kontuzja Buczkowskiego zmieniła mecz

Nie sposób jednak przejść obojętnie obok wydarzeń z siódmego wyścigu.

Buczkowski, walcząc z Naglem, zanotował groźny upadek i został zabrany do szpitala. Sam fakt, że zawodnik opuścił tor w karetce, był najważniejszym wydarzeniem tego meczu – sport schodzi w takich chwilach na drugi plan.

Dla Polonii oznaczało to jednak kolejne ogromne osłabienie. Bydgoszczanie już wcześniej jechali bez Przyjemskiego, a teraz stracili jednego z podstawowych seniorów.

I właśnie dlatego końcówka tego meczu robi jeszcze większe wrażenie.

Polonia nie pękła

Przy stanie 40:32 można było odnieść wrażenie, że pierwszy raz w sezonie Polonia naprawdę znalazła się pod ścianą.

Dariusz Śledź musiał reagować. I reagował – między innymi podwójną rezerwą taktyczną w 13. biegu.

Nie wszystko jednak wychodziło. Kai Huckenbeck i Aleksandr Łoktajew długo nie jechali na poziomie, do którego przyzwyczaili kibiców. Oliver Berntzon z kolei rozkręcał się dopiero z biegu na bieg.

A mimo tego Polonia znalazła drogę do remisu.

Kluczowe były biegi nominowane.

W 14. wyścigu Maksymilian Pawełczak i Łoktajew wygrali 5:1. Nagle z ośmiu punktów przewagi Orła zostały tylko cztery.

I wtedy przyszedł bieg numer 15.

Szymon Woźniak i Aleksandr Łoktajew zrobili dokładnie to, czego w takim momencie oczekuje się od liderów. Od startu do mety jechali przed gospodarzami i przywieźli kolejne 5:1.

40:32 zamieniło się w 45:45.

Łoktajew – człowiek od zadań specjalnych

Jeśli trzeba wskazać bohatera bydgoskiej końcówki, trudno nie wymienić Aleksandra Łoktajewa.

Ukrainiec długo nie zachwycał. Po czterech swoich pierwszych startach miał jednak zaledwie pięć punktów. Ale kiedy Polonia najbardziej go potrzebowała, pojechał dwa razy znakomicie.

Najpierw 5:1 z Pawełczakiem.

Potem 5:1 z Woźniakiem.

Sześć punktów w dwóch najważniejszych wyścigach meczu.

To właśnie jest różnica między dobrym zawodnikiem a zawodnikiem, który potrafi wziąć odpowiedzialność za wynik.

Pawełczak znowu udowodnił swoją wartość

Na ogromne słowa uznania zasługuje również Maksymilian Pawełczak.

Już pierwszy bieg juniora Polonii był sygnałem, że tego dnia może być bardzo ważnym ogniwem zespołu. Ostatecznie zdobył 12+2 i razem z Woźniakiem oraz Łoktajewem stanowił fundament bydgoskiego pościgu.

Warto zauważyć, że przed półfinałem właśnie forma młodzieży była jednym z największych atutów Polonii. Speedway Ekstraliga zwracała uwagę, że Pawełczak i Kacper Andrzejewski w ostatnich meczach rundy zasadniczej potrafili seryjnie zdobywać dwucyfrowe zdobycze.

W Łodzi Pawełczak ponownie pokazał, że nie jest już tylko juniorem uzupełniającym skład.

Woźniak – cichy bohater

14 punktów Szymona Woźniaka to wynik, którego nie można pominąć.

Co ważne, Woźniak nie zdobył tych punktów wyłącznie na słabszych rywalach. W decydującym momencie wziął na siebie odpowiedzialność i wygrał piętnasty bieg.

To był występ lidera z prawdziwego zdarzenia.

Można dyskutować o stylu jazdy Polonii, można wskazywać na problemy Huckenbecka czy słabszy początek Łoktajewa, ale właśnie takie występy budują drużynę na play-off.

A Orzeł? Zabrakło jednego ciosu

Największym problemem gospodarzy nie był brak jakości. Wręcz przeciwnie – przez długi czas Orzeł jechał bardzo dobrze.

Problem polegał na tym, że nie potrafił wykorzystać idealnej sytuacji.

Przy 40:32 trzeba było wygrać jeden z dwóch ostatnich biegów. To wystarczyło do zwycięstwa.

Orzeł nie wygrał żadnego.

Szlauderbach i Cook, którzy wcześniej byli jednymi z najważniejszych postaci gospodarzy, w piętnastym biegu musieli uznać wyższość Woźniaka i Łoktajewa.

To właśnie tutaj rozstrzygnął się ten mecz.

Szlauderbach – fenomenalny, ale bez nagrody

13 punktów Szymona Szlauderbacha to znakomity wynik. Przez większą część zawodów wychowanek Unii Leszno był najlepszym zawodnikiem na torze.

Wygrywał starty, potrafił również skutecznie walczyć na dystansie. Jego jazda była jednym z największych atutów Orła.

Ale żużel jest sportem drużynowym.

Można mieć lidera z 13 punktami, można prowadzić ośmioma punktami po 12. biegu, a mimo to nie wygrać meczu.

I dokładnie to wydarzyło się w Łodzi.

Remis, który bardziej boli Orła

Z perspektywy Polonii wynik 45:45 trzeba ocenić bardzo wysoko.

Nie dlatego, że bydgoszczanie byli tego dnia lepsi. Nie byli.

Nie dlatego, że pojechali perfekcyjnie. Nie pojechali.

Ale dlatego, że w najtrudniejszym momencie potrafili się podnieść.

Polonia przyjechała do Łodzi bez Przyjemskiego, straciła Buczkowskiego, miała problemy Huckenbecka, długo nie mogła znaleźć właściwego ustawienia i przegrywała 32:40.

A mimo tego wywiozła remis.

To jest materiał na drużynę walczącą o awans.

W rewanżu wszystko wygląda inaczej

6 września o godz. 15:15 obie drużyny spotkają się w Bydgoszczy.

I tutaj właśnie remis może okazać się dla Orła bardzo kosztowny.

Łodzianie mieli ogromną okazję, aby przed rewanżem przyjechać do Bydgoszczy z kilkupunktową zaliczką. Nie wykorzystali jej.

Polonia natomiast wraca do domu z wynikiem 45:45, świadomością, że przetrwała jeden z najtrudniejszych momentów sezonu i – co najważniejsze – ma przed sobą własny tor.

Jeżeli do składu wróci Wiktor Przyjemski, sytuacja może zmienić się jeszcze bardziej. Sam zawodnik potwierdzał przed meczem, że liczy na powrót właśnie na rewanż.

Mój werdykt: 1:0 dla Polonii

Formalnie mamy remis.

Psychologicznie? Polonia wygrała ten mecz.

Orzeł miał zwycięstwo na wyciągnięcie ręki i wypuścił je w ostatnich dwóch biegach. Bydgoszczanie natomiast przeżyli prawdziwy test charakteru.

I właśnie dlatego przed rewanżem przewaga psychologiczna jest po stronie zespołu Dariusza Śledzia.

Łodzianie pokazali, że potrafią mocno uderzyć faworyta. Polonia pokazała natomiast, że nawet gdy sytuacja robi się dramatyczna, nie zamierza się poddać.

A w play-offach to może być najważniejsza cecha ze wszystkich.

45:45 w Łodzi. Remis w programie, ale bardzo ważna wygrana Polonii w głowach.

Teraz czas na Bydgoszcz.
Tekst i fot.: Stanisław Gazda


Odkryj więcej z Obiektywnabydgoszcz.pl

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Adres mailowy: obiektywnabydgoszcz@gmail.com