Thank you for reading this post, don't forget to subscribe!
Gdy zobaczycie w okolicach Starego Miasta nastolatkę grającą na
maltukiej harfie – zatrzymajcie się, posłuchajcie, sypnijcie groszem. To gra o
wielkie marzenie. Gdy podejdziecie bliżej, w futerale na harfę zobaczycie
kartkę z odręcznie napisanym tekstem: „ Cześć.
Jestem Kasia. Mam 16 lat. Zbieram na dużą harfę, żeby móc tworzyć nowe utwory
na harfę.”
Nazywa się Katarzyna Anders. Jest
uczennicą szkoły muzycznej. Na harfie gra już od prawie dziesięciu lat.
Zaczynała będąc jeszcze dzieckiem.
Dlaczego harfa?
W dzieciństwie uwielbiała oglądać
bajki w których nimfy, wróżki, amorki i wszelakie aniołki grają na harfach. Bardzo
chciała być taka jak one, to znaczy też umieć grać na tym instrumencie.
Szalenie zaskoczyła swoją mamę, gdy nie podjęła nauki ani na skrzypcach, ani na
fortepianie, czego jej rodzicielka tak bardzo pragnęła, ale wybrała…harfę.
Poznając ją coraz lepiej ze
zdziwieniem odkrywała, że jest to instrument wszechstronny, więc szkoda że tak
rzadko używany jest podczas koncertów. Dziś już wie, że nie służy tylko do
dźwiękowego imitowania wartkiego nurtu wody, relaksowania, usypiania dzieci.
Ten jeden instrument potrafi naśladować wiele innych, grać cicho i głośno i
nadaje się wyśmienicie do wykonywania zarówno utworów klasycznych jak i całkiem
współczesnych i nowoczesnych. Świetnie może również służyć do akompaniowania
(grając stylem ksylo brzmi jak gitara), co Kasia wykorzystuje komponując własne
utwory i je śpiewając. Pudło rezonansowe całkiem dobrze sprawdza się jako…perkusja.
Te walory sprawiły, że dziewczyna
zakochała się w harfie bez reszty.
W piątki i w soboty wieczorem siada
ze swoją malutką harfą najczęściej na ławce na wprost spichrza-muzeum przy
Mostowej. Gra utwory muzyki filmowej, klasykę. Ważne żeby łatwo wpadały w ucho
i podobały się raczej każdemu. No i sprawiały jej przyjemność, dodawały odwagi
w zetknięciu się z publicznością.
Podświadomie czuje, że jej granie
przynosi ludziom szczęście, a już na pewno łagodzi obyczaje. Gdy któregoś razu
podchmielony jegomość chciał zachować się wobec niej niegrzecznie – usłyszawszy
dźwięki harfy natychmiast spokorniał!
Kasia widzi, że są tacy którzy
przechodzą obojętnie wobec instrumentu, niekiedy z trudem przebijającego się
przez uliczny gwar. Ale gdy już zdecydują się przystanąć i wsłuchać w brzmienie
harfy – oczarowani zastygają w bezruchu. Bywa, że ktoś się przysiądzie i
wówczas dużo czasu upływa zanim zdecyduje się ruszyć w dalszą drogę. Taka
magiczna jest ta harfa…
Gra, jak mówi, dla przyjemności –
sprawiając ją sobie i słuchaczom, ale nie ukrywa, że ma też ważny cel: to
marzenie o własnej, dużej, profesjonalnej harfie, która pozwoli jej się
muzycznie rozwijać i tworzyć nowe, bardziej zaawansowane utwory, ale też
wypromować ten wciąż jeszcze niedoceniany instrument.
Czy dużo zarobi za swoje
godzinne, dwugodzinne granie w dwa weekendowe dni? To chce, by pozostało
tajemnicą, ale żeby udało się jej spełnić marzenie – musiałaby tak grywać przez
trzy, może cztery lata.
– Uwielbiam to robić, to granie
jest moją największą radością i przyjemnością, więc pewnie nie zauważę, że
mijają lata…
Tekst i zdjęcia: Stanisław Gazda
