Wesprzyj
Dywniowa Farma w Obórznie

Jest takie miejsce, gdzie jesień ma kolor pomarańczowy, zielony, biały, szary i… różowy. Gdzie dynie nie mieszczą się już w jednym gospodarstwie, a zwykłe pole zamienia się w niezwykłą krainę zdjęć, zabawy i smaków.

Thank you for reading this post, don't forget to subscribe!

Wystarczy zjechać z drogi między Łabiszynem a Brzozą i nagle pojawia się ona – Dyniowa Farma państwa Dobrosielskich w Obórzni.

A właściwie trudno powiedzieć, że „pojawia się” po prostu. Ona robi wrażenie.

Bo jak przejść obojętnie obok pola, na którym rośnie blisko 100 odmian dyń, od maleńkich, mieszczących się w dłoni, aż po prawdziwe dyniowe giganty?

Tutaj dynia ma swoje pięć minut

– Ten plac dyniowy ma ponad hektar, labirynt kukurydzy trzy hektary, a dynię uprawiamy na trzech hektarach – opowiada pan Sławomir Dobrosielski.

I już po chwili wiadomo, że nie jest to zwykły gospodarz.

To człowiek, który o dyniach może mówić godzinami.

Wie, która będzie najlepsza na frytki, która sprawdzi się w cieście, która nada się do zupy, a którą najlepiej zapiec. Potrafi wskazać dynię o delikatnie orzechowym posmaku, inną polecić do sałatki, a jeszcze inną na sok czy dżem.

Bo dla państwa Dobrosielskich dynia to nie tylko warzywo.

To 20 lat pracy, pasji i eksperymentowania.

Zaczęło się od kilku dyń. Potem było ich kilkadziesiąt. Dziś jest ich tak wiele, że – jak żartuje pan Sławek – przestał je liczyć.

A każda ma swoją historię.

Tysiące dyń. Setki godzin pracy.

Zanim Dyniowa Farma zacznie zachwycać odwiedzających, ktoś musi ją stworzyć.

Planowanie. Wysiew. Pielęgnacja. Zbiory. A potem wielkie dyniowe układanie.

– To rozkładanie trwa około dwóch–trzech tygodni, żeby wszystko ładnie wyglądało, żeby można było zrobić przyjazne, piękne zdjęcia – opowiada gospodarz.

I nie jest to przenośnia.

Tysiące dyń trzeba ręcznie przenieść i ustawić.

Od maleńkich „Baby” po ważące kilkadziesiąt kilogramów okazy. Są dynie białe, szare, zielone, pomarańczowe, nakrapiane i prążkowane. Są także tykwy, dynie makaronowe i prawdziwe giganty.

Wszystko po to, by po przekroczeniu bramy gość mógł powiedzieć:

„Wow!”

Labirynt, w którym naprawdę można się zgubić

Ale Dyniowa Farma to nie tylko dynie.

Na odwiedzających czeka trzyhektarowy labirynt kukurydziany. W środku ukryto 12 punktów orientacyjnych. Ich odnalezienie może zająć nawet dwie–trzy godziny.

To świetna zabawa dla dzieci, ale również dla dorosłych. Bo kto powiedział, że z labiryntu trzeba wyjść od razu?

A kiedy już uda się znaleźć drogę powrotną, zaczyna się druga część przygody.

Dyniowy plener.

Mostek, serca, drewniany młyn, bujawki, miejsca odpoczynku, kolorowe dynie i mnóstwo zakątków, w których można zrobić zdjęcia.

Tu praktycznie każdy kadr wygląda jak gotowa jesienna pocztówka.

Jesień, którą można… zjeść

A potem przychodzi czas na najprzyjemniejszą część wizyty.

Zakupy.

Na stoisku państwa Dobrosielskich znajdziemy dynie jadalne i ozdobne, ale także prawdziwe dyniowe skarby zamknięte w słoikach i butelkach.

soki dyniowe z dodatkiem jabłka i pomarańczy, dżemy, ketchup dyniowy, a także przetwory z cukinii, patisona, ogórków i buraków, no i na zamówienie coś genialnie pysznego! Chleb dyniowy!  Pachnie tak, że trudno przejść obok niego obojętnie. A kiedy już się spróbuje, jedna kromka zdecydowanie nie wystarcza.

– Dynia ma bardzo dużo witamin, karotenu ma więcej niż marchewka – przekonuje pan Sławek.

Gospodarze podkreślają również, że dynie uprawiane są bez stosowania chemicznych środków ochrony.

Każda dynia ma swój smak

To chyba najbardziej zaskakująca lekcja, jaką można wynieść z Dyniowej Farmy.

Dynia niejedno ma imię.

Jedna jest idealna do pieczenia, inna do frytek. Jedna świetnie sprawdzi się w cieście, inna w soku. Są odmiany do sałatek, przetworów, zup i dań wytrawnych.

Pan Sławek chętnie doradza. Jeśli trzeba, przekroi dynię, pokaże jej miąższ i opowie, jak najlepiej ją przygotować.

I nagle okazuje się, że warzywo, które znamy od lat, ma przed nami jeszcze mnóstwo tajemnic.

Miejsce dla każdego

Na Dyniową Farmę przyjeżdżają rodziny z dziećmi, grupy przedszkolne i szkolne, znajomi, fotografowie, a także seniorzy.

Można przyjechać na kilka godzin albo tylko zatrzymać się na chwilę, zrobić zdjęcia i wybrać dynię na jesienny stół.

Można się zgubić w kukurydzianym labiryncie.

Można odpocząć.

Można zrobić zdjęcie w dyniowym sercu.

Można kupić dynię, której wcześniej nigdy się nie widziało.

A przede wszystkim można poczuć, że jesień wcale nie musi być szara.

Przyjeżdżajcie do Obórzni!

Dyniowa Farma w Obórzni, przy drodze między Łabiszynem a Brzozą, to miejsce, które najlepiej odwiedzić osobiście.

Bo trudno opowiedzieć słowami o setkach kolorowych dyń, zapachu świeżego chleba, śmiechu dzieci w labiryncie i gospodarzu, który potrafi o dyniach mówić z taką pasją, jakby każda z nich była małym dziełem sztuki.

Dyniowa Farma jest otwarta codziennie od godz. 8 do 20.

Jeśli chcecie wejść do labiryntu, obowiązują bilety: 40 zł dla osoby dorosłej i 20 zł dla dziecka powyżej 2. roku życia.

A potem?

Potem zostaje już tylko wybrać swoją dynię.

Małą czy ogromną? Pomarańczową czy białą? Do zupy, ciasta, pieczenia czy na jesienną dekorację?

Jedno jest pewne.

Do Obórzni warto przyjechać z aparatem. I wrócić z dynią.

Bo Dyniowa Farma państwa Dobrosielskich to nie targowisko.

To jesienna opowieść, którą można przeżyć – i… zjeść.


Odkryj więcej z Obiektywnabydgoszcz.pl

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Adres mailowy: obiektywnabydgoszcz@gmail.com