Półfinał Puchar Polski w Bydgoszczy nie był widowiskiem, które zapisze się w pamięci kibiców na długo – ale dla Górnik Zabrze liczył się wyłącznie efekt. Ten osiągnęli w pełni. Pokonując Zawiszę Bydgoszcz 1:0, zameldowali się w finale, kończąc jednocześnie piękną pucharową historię trzecioligowca.

Thank you for reading this post, don't forget to subscribe!

Składy:

Zawisza: Michał Oczkowski – Marcel Wszołek, Sebastian Golak, Mikołaj Staniak, Mariusz Sławek – Marcel Strzyżewski (69′ Kacper Bogusiewicz), Maciej Kona (69′ Jakub Bojas), Michał Cywiński, Łukasz Szramowski (46′ Wojciech Szumilas), Sebastian Rak (82′ Antoni Prałat) – Filip Kozłowski.

Górnik: Marcel Łubik – Paweł Olkowski, Rafał Janicki, Josema, Erik Janza – Yvan Ikia Dimi, Lukas Sadilek (64′ Kamil Lukoszek), Patrik Hellebrand (90+1′ Paweł Bochniewicz), Jarosław Kubicki, Lukas Ambros (88′ Bastien Donio) – Sondre Liseth (64′ Roberto Massimo).

Żółte kartki: Rak, Staniak (Zawisza).

Sędzia: Damian Sylwestrzak (Wrocław).

Pragmatyzm ponad widowisko

Od pierwszego gwizdka było jasne, że goście przyjechali z konkretnym planem – kontrolować mecz, ograniczyć ryzyko i wykorzystać moment. Choć przez pierwsze 20 minut to Zawisza częściej operował piłką i nie ustępował rywalowi intensywnością, brakowało najważniejszego – konkretów pod bramką Marcela Łubika.

Górnik długo nie forsował tempa. Wystarczyło jedno przyspieszenie.

Gol z przypadku, który dał finał

Kluczowa dla losów spotkania okazała się 32. minuta. Po akcji zapoczątkowanej przez Erika Janžę i strzale Lukasa Sadílka piłka niefortunnie odbiła się od Yvana Ikii Dimiego i wtoczyła do bramki. Michał Oczkowski był bliski interwencji, ale futbolówka prześlizgnęła mu się po rękach.

Jak się później okazało – był to moment rozstrzygający.

Zawisza walczył, ale bez argumentów

Po stracie gola bydgoszczanie próbowali wrócić do gry. Było zaangażowanie, były fragmenty przewagi, a kibice stworzyli znakomitą atmosferę – nawet z efektowną oprawą pirotechniczną w drugiej połowie. Problem w tym, że wszystko kończyło się przed polem karnym rywala.

Brakowało jakości w ostatnim podaniu, odwagi w pojedynkach jeden na jeden i przede wszystkim – strzałów, które mogłyby zmusić Łubika do wysiłku. Statystyka jest brutalna: bramkarz Górnika praktycznie nie miał pracy.

Kontrola i chłodna kalkulacja

Zespół prowadzony przez Michala Gašparíka nie zamierzał ryzykować. Po przerwie konsekwentnie spychał Zawiszę do defensywy, a w końcówce był bliżej podwyższenia wyniku niż gospodarze wyrównania. Najlepszą okazję miał Kamil Lukoszek, ale świetnie zachował się Oczkowski.

Górnik grał prosto, momentami wręcz surowo – ale skutecznie. W trudnych warunkach, przy wietrze i przeciętnej murawie, to właśnie taka piłka okazała się najrozsądniejszym wyborem.

Koniec pięknej przygody

Dla Zawiszy to bolesne, ale honorowe pożegnanie z rozgrywkami. Trzecioligowiec pokazał w tej edycji charakter i ambicję, jednak w półfinale zabrakło jakości ofensywnej, by realnie zagrozić wyżej notowanemu rywalowi.

Górnik natomiast dopiął swego – bez fajerwerków, lecz z pełną kontrolą. W piłce pucharowej nie zawsze chodzi o styl. Czasem wystarczy jeden moment. I właśnie ten moment dał zabrzanom finał.

Tekst i fot.: Stanisław Gazda

Adres mailowy: obiektywnabydgoszcz@gmail.com