Jeśli ktoś przed meczem obawiał się, że wielkanocna aura odbierze widowisko przy Sportowej 2 – rzeczywistość napisała znacznie ciekawszy scenariusz. Opóźniony o blisko dwie godziny pojedynek Abramczyk Polonii Bydgoszcz z Cellfast Wilkami Krosno był spektaklem dwóch aktów: najpierw bezwzględnej dominacji gospodarzy, a potem ambitnej, choć spóźnionej pogoni gości.
Thank you for reading this post, don't forget to subscribe!Pogoda kontra żużel. Wygrali… organizatorzy
To był wieczór, w którym więcej niż o ustawieniach motocykli mówiło się o chmurach nad Bydgoszczą. Ulewa, plandeka, niepewność i nerwowe spoglądanie w niebo – klasyka polskiego żużla. Decyzja o rozpoczęciu zawodów tuż przed 21 okazała się jednak strzałem w dziesiątkę. Tor, świetnie zabezpieczony, pozwolił na ściganie, które – szczególnie na początku – było pokazem siły jednej drużyny.
Nokaut w czterech ciosach
Pierwsza seria? To był żużlowy nokaut. Cztery podwójne zwycięstwa i wynik 20:4 mówią wszystko. Abramczyk Polonia weszła w mecz jak rozpędzony walec – szybka, spasowana, bezlitosna. Starty, pierwsze łuki, kontrola na dystansie – każdy element funkcjonował perfekcyjnie.
Na tym etapie Wilki wyglądały na kompletnie zaskoczone. Nawet gdy Wiktor Przyjemski miał chwilowe problemy, potrafił odwrócić losy biegu i dołożyć kolejne punkty. To był moment, w którym gospodarze wysłali jasny sygnał całej lidze: w tym sezonie cel jest tylko jeden – awans.
Reakcja Wilków – za późna, ale godna uznania
Krosno jednak nie złożyło broni. Korekty sprzętowe zaczęły przynosić efekt – Musielak, Birkemose czy bardzo solidny Robert Chmiel pokazali, że nie znaleźli się w Bydgoszczy przypadkiem. Wygrane biegi i lepsza prędkość sprawiły, że mecz przestał być jednostronnym widowiskiem.
Szczególnie warto wyróżnić Chmiela – szybkie starty i dojrzała jazda na dystansie mogły się podobać. Z kolei Jason Doyle, choć waleczny, nie przypominał dominatora sprzed lat i momentami był wyraźnie chimeryczny.
Kontrola zamiast chaosu
Polonia miała jednak ten luksus, że mogła pozwolić sobie na błędy. A te się zdarzały – jak choćby wykluczenie Toma Brennana po upadku z udziałem Radosława Kowalskiego. Mimo to gospodarze ani na moment nie stracili kontroli nad wynikiem.
Kluczowy był fakt, że przewaga wypracowana na starcie działała jak poduszka bezpieczeństwa. Nawet gdy Wilki odrabiały straty, dystans pozostawał bezpieczny.
Lider, który nie zawiódł
Największym bohaterem spotkania był bez wątpienia Szymon Woźniak. Kapitan Polonii pojechał zawody niemal kompletne, imponując nie tylko skutecznością, ale też spokojem i czytaniem wyścigów. To był występ lidera pełną gębą – takiego, który prowadzi drużynę nie tylko punktami, ale i postawą na torze.
Na duży plus również Buczkowski i ambitny Brennan, który – mimo jednego poważnego błędu – pokazał, że ma potencjał, by być ważnym ogniwem zespołu.
Wnioski? Faworyt nie zawodzi
Wygrana 54:36 nie oddaje w pełni skali dominacji gospodarzy w pierwszej fazie meczu. To spotkanie było praktycznie rozstrzygnięte po kilkunastu minutach ścigania.
Abramczyk Polonia pokazała wszystko, czego oczekuje się od kandydata do awansu: mocny start, szeroki skład, lidera w formie i odporność na przeciwności – nawet te pogodowe.
Wilki Krosno? Drużyna z charakterem, która po fatalnym początku potrafiła się podnieść. Jeśli poprawią wejścia w mecze, mogą jeszcze niejednemu faworytowi napsuć krwi.
Jedno jest pewne – jeśli bydgoszczanie utrzymają taki poziom, droga do Ekstraligi stoi przed nimi otworem.
ABRAMCZYK POLONIA BYDGOSZCZ- WILKI KROSNO 54:36
POLONIA: Woźniak 14+1 (3,3,2,3,3), Putkowski 0 (-,-,-,-), Brennan 9+1 (2,2,w,3,2), Huckenbeck 6 (3,w,3,0,-), Buczkowski 9+1 (2,1,2,3,1), Pawełczak 7+1 (3,3,1,0), Andrzejewski 3+1 (2,0,1), Przyjemski 6+1 (2,1,3,0) WILKI: Musielak 9 (1,3,0,2,3), Birkemose 6+1 (0,2,1,2,1), Becker 2+1 (0,1,0,1), Chmiel 8+1 (1,3,3,1,0), Doyle 9 (1,2,2,2,2), Kowalski 2 (1,0,1), Bańdur 0 (0,0,w).
Tekst i fot.: Stanisław Gazda
