Site icon Obiektywnabydgoszcz.pl

Dzielnicowi ze Śródmieścia zdążyli na czas

Dzienicowi

Niedzielne popołudnie, ulica Koszalińska na bydgoskich Bartodziejach. Zwykły adres, zwykłe drzwi… otwarte. Za nimi cisza, która mówiła więcej niż słowa. To właśnie tam młodszy aspirant Kamil Kurdelski i młodszy aspirant Łukasz Szmajda zaczęli walkę z czasem. Wiedzieli, że każdy moment może przesądzić o ludzkim życiu.

Thank you for reading this post, don't forget to subscribe!

Zgłoszenie przyszło od kolegi 59-latka. Mężczyzna zadzwonił zaniepokojony – coś w głosie przyjaciela brzmiało złowrogo, jakby w jego codzienności pojawiła się granica, której sam nie był w stanie przekroczyć. Policjanci pojechali natychmiast.

W mieszkaniu nikogo nie było. Tylko przedmioty porzucone w pośpiechu, pozostawione jak nieme świadectwo dramatycznej decyzji. Dzielnicowi nie zatrzymali się ani na chwilę. Wiedzieli, że w tej układance brakuje najważniejszego elementu – człowieka, którego trzeba odnaleźć, zanim będzie za późno.

Sprawdzali kolejne miejsca. Cisza, puste chodniki, brak śladu. Dopiero przy ul. Gdyńskiej ich uwagę przyciągnęła sylwetka na ławce. Z daleka wyglądało to jak zwykły przechodzień odpoczywający w słońcu. Ale kiedy podeszli bliżej, serca zabiły szybciej – to był on. 59-latek, którego szukali, leżał bezwładnie, nie reagując na żadne bodźce.

Policjanci działali instynktownie. Sprawdzili funkcje życiowe – słabe, ale były. Ostrożnie ułożyli go w pozycji bezpiecznej, wezwali karetkę i nie odstąpili nawet na krok. Każdy oddech monitorowany, każda sekunda odmierzana w napięciu.

Kiedy na miejsce przybyli ratownicy, okazało się, że mężczyzna ma skrajnie niskie ciśnienie. Był o krok od tragedii. Szybko trafił do szpitala, gdzie lekarze przejęli walkę o jego zdrowie.

Tego dnia to nie rutyna ani przypadek zdecydowały o jego losie. To czujność i determinacja dwóch dzielnicowych sprawiły, że historia nie zakończyła się dramatem. Kurdelski i Szmajda – policjanci, których mieszkańcy znają z codziennych spraw sąsiedzkich i rodzinnych – stali się dla jednego z bydgoszczan aniołami w mundurach.

Uratowali życie, bo zdążyli na czas.

(gaz)

Exit mobile version